Minusy życia po trzydziestce

Natknęłam się ostatnio na artykuł 8 rzeczy, których organizm kobiety nie wybacza po 30-tce i zaczęłam się zastanawiać ile w nim prawdy i czy naprawdę moje życie zmieniło się po trzydziestce. Często śmieję się z młodszych znajomych, że po trzydziestych urodzinach dopiero poznają co to starość; zacznie ich łupać w kręgosłupie, stawy zesztywnieją, mięśnie zaczną odmawiać posłuszeństwa – jednym słowem – rozkład pełną gębą. Żartuję, ale faktem jest, że w żartach tych jest ziarenko prawdy i pewne rzeczy nie przychodzą mi już tak łatwo jak kiedyś.

CO SIĘ ZMIENIŁO PO TRZYDZIESTCE???

Zarywanie nocy

Nocna, dwunastogodzinna zmiana w pracy, szybkie śniadanie, potem zakupy i kawa z koleżanką, godzinna drzemka i kolejna nocka w pracy? Nie ma sprawy. Zdarzało mi się to nie raz. Zdarzało mi się spać po godzinę, dwie na dobę przez tydzień, po trzy-cztery godziny na dobę przez miesiąc… Teraz to już nie przejdzie. Dwa, trzy dni niedosypiania powodują, że muszę odsypiać godzinami – dziesięć godzin snu to minimum w takiej sytuacji.

Nie lepiej ma się sprawa z porannym wstawaniem, którego nigdy nie byłam zwolenniczką i wyznawcą. Mniej niż sześć godzin snu i poranna pobudka powodują, że po paru godzinach zaczynam się rozglądać za jakimkolwiek miejscem nadającym się na drzemkę i żadna kawa nie jest w stanie tego zmienić.

A skoro już przy kawie jesteśmy….

Dieta

Tu mój organizm też potrafi dać mi popalić. Jeśli zaniedbam picia wody, suplementacji magnezu czy zbilansowanej, regularnej diety przez okres dłuższy niż kilka dni układ pokarmowy zaczyna szaleć, skóra wysychać, a głowę rozsadza ból.

Woda, warzywa, ciepłe obiady, ograniczenie kofeiny – to was moi mili czeka po przekroczeniu magicznej granicy lat trzydziestu.

Zdrowie

Choroby wieku starczego nas trzydziestolatków na szczęście jeszcze nie dotyczą, ale niestety nasze ciała zaczynają się domagać uwagi. Mięśnie domagają się regularnego ruchu. Ciągle próbuję je przekonać, że postępują w ten sposób absolutnie nie racjonalnie, ale niestety przegrywam. Nie doszliśmy jeszcze do sytuacji, w której będę musiała udać się do sklepu po rolki, czy wykupić karnet na jogę dla dojrzałych, ale bez codziennego rozciągania i  profesjonalnego masażu leczniczego od czasu do czasu mięśnie pleców i karku, na co dzień prowadzące kanapowo-krzesełkowy tryb życia, buntują się w sposób trudny do zignorowania.

Co gorsza – zaczyna mi się chcieć. I to nie kolejnego hamburgera, czy babeczki z lokalnej cukierni, ale długiego spaceru, albo joggingu z rana. Nie wiem, jak długo uda mi się opierać tym pokusom.

Uroda

Pamiętacie te czasy, kiedy za całą pielęgnację twarzy i ciała starczały mydło i czysta woda? A może nadal tak macie, bo jesteście szczęśliwym nasto, lub dwudziestoparolatkiem? Zapomnijcie o tym po trzydziestce. Krem na dzień, krem na noc, krem pod oczy… Silnie nawilżający balsam do ciała, mikrodermabrazja, peeling, maseczki… Oswajajcie się powoli z tymi terminami – przydadzą się. Zwłaszcza, gdy mimo ostrzeżeń zarwiecie noc, albo co gorsza – napijecie się alkoholu.

Używki

Z alkoholem kobiety mają przekichane już na starcie. Nawet te młode i zdrowe wolniej i gorzej go metabolizują. Na szczęście z odrobiną pomocy [patrz punkt wyżej] lampka wina, czy parę piw nie zaszkodzi zbytnio naszej urodzie ani zdrowiu. Oczywiście mówimy  paru piwach raz na jakiś czas, a nie dziennie :) Gorzej rzecz się ma z innymi używkami. Kawa i herbata, fast food’y, papierosy, słone przekąski – wszystko to będzie widoczne na naszej twarzy i żadna ilość kremów, czy pieniędzy zostawionych w salonach kosmetycznych tego nie zmieni, jeśli będziemy sobie pozwalać na takie grzeszki zbyt często.

 

Po trzydziestce się wiele zmienia. Nie jest lepiej, nie jest też gorzej. Jest inaczej. Od nas zależy, czy przyjmiemy te zmiany i wykorzystamy niesione z nimi możliwości. Konieczność ruchu przekształcimy w nową pasję, konieczność zadbania o swoją skórę – w co tygodniowe domowe spa, naszą chwilę dla siebie. Wszystko jest relatywne. Nie możesz wypić pięciu piw? Przynajmniej na drugi dzień zamiast leżeć z kacem [podobno są nieprzyjemne :P] pójdziesz na spacer, albo spotkasz się z kimś bliskim.

Zatytułowałam ten wpis „Minusy życia po trzydziestce”, ale przecież wszyscy wiemy, że minusy bywają ujemne, ale bywają też dodatnie :P.

Reklamy

Nadziewana cukinia

Nadziewana cukinia to nie jest szybki obiad, ale nie jest też trudny, ani specjalnie absorbujący w przygotowaniu. Nadzienie można modyfikować dowolnie – można dodać mielone mięso, można je zrobić całkowicie wegetariańskie. Proponuję nie rezygnować z kaszy jaglanej – bo jest pyszna i naprawdę pasuje do tego dania [i wszelkich innych farszów].

Składniki:

  • cukinia
  • 10dag boczku
  • mała cebulka
  • pół szklanki kaszy jaglanej [nie ugotowanej]
  • marchewka
  • dwa pomidory
  • zielona cebulka
  • parmezan
  • przyprawy

Kaszę gotujemy wg opisu na opakowaniu – pół szklanki kaszy płukamy na sitku zimną wodą, przelewamy wrzątkiem i wrzucamy na szklankę osolonej wrzącej wody. Gotujemy na wolnym ogniu około 20 minut, aż kasza wchłonie całą wodę.

Cukinię wydrążamy. Można usunąć prawie cały miąższ, ja lubię, jak jest go trochę więcej. Smarujemy cukinię od wewnątrz oliwą, solimy i wstawiamy do piekarnika. Podpiekamy ok 10 minut.

Na patelni podsmażamy pokrojony boczek, skrojoną drobno cebulkę, startą na grubych oczkach marchew, posiekane wnętrze cukinii. Dodajemy pokrojone obrane pomidory. Smażymy dalej. Dodajemy kaszę, przyprawy, posiekaną zieloną cebulkę, trochę startego parmezanu.

Nakładamy farsz do cukinii, posypujemy startym serem i wstawiamy do piekarnika. Pieczemy 20 minut.

nadziewana cukinia02

Przyprawy oczywiście pozostawiam wam – każdy lubi inne. Oprócz soli i pieprzu ja użyłam płatków chilli oraz dwóch mieszanek przypraw: pomidory z bazylią i czosnkiem oraz paryską nutę smaku [m.in. czosnek, cebula, papryka słodka, bazylia, kolendra].

nadziewana cukinia03

Prosta konsolka DIY

Prosta, bo nie wymaga wiele pracy. Tania, bo z elementów niepotrzebnych innym. Niedoskonała, bo pierwsza, a nie miałam kogoś, na kogo błędach mogłabym się uczyć, więc muszę popełniać własne.

Konsolka DIY – co potrzebne?

Po pierwsze: materiały, z których ją zbudujemy. Moja powstała z deseczki znalezionej w mieszkaniu, która poprzednim właścicielom służyła za półkę oraz nóżek zostawionych przez kogoś przy blokowym śmietniku [mieliśmy tam takie miejsce, gdzie można było zostawić niepotrzebne już sprzęty]. Nogi były połączone w pary poprzecznymi deskami. Żeby zbudować podobną będziecie więc potrzebowali: deski na blat, czterech nóg, oraz dwóch kawałków węższej deski jako poprzeczek.

Po drugie: miejsca gdzie będziecie mogli bałaganić do woli i papieru lub gąbki ściernej.

Po trzecie: farby [lub farb] i pędzli. Ewentualnie lakieru.

Po czwarte: metody połączenia części i potrzebnych do niej elementów. Złożyć stolik możecie przy pomocy kołków [potrzebne kołki i coś do wywiercenia otworów, ew. klej], kleju, wkrętów [potrzebne wkręty i ewentualnie kątowniki – co pozwoli wam przymocować blat wkrętami od spodu i nie będzie ich widać na wierzchu]…. I pewnie jeszcze kilka metod by się znalazło.

diy_konsolka05

Konsolka DIY – jak zrobić?

O ile wasze elementy drewniane, nie zostały kupione oszlifowane, musicie je oczyścić. Dobór gramatury papieru ściernego pozostawiam wam. Jeśli drewno tego potrzebuje możecie użyć grubszego ziarna do starcia większych zadziorów, a następnie drobniejszego do wygładzenia całości. Mini szlifierka z odpowiednimi kocówkami na pewno również zda egzamin :) Oszlifowane elementy czyścimy i możemy się zabrać do malowania.

Zależnie od tego, jak efekt chcecie uzyskać, malujecie elementy raz, dwa, a nawet trzy razy. Ja chciałam uzyskać efekt nieprzezroczystego, jednolitego koloru, więc potrzebowałam trzech warstw. Po położeniu trzeciej warstwy zaczęłam elementy lakierować, ale lakier schnął na żółtawo, więc zrezygnowałam z niego*. Oczywiście pozwalamy każdej warstwie przeschnąć, zanim położymy kolejną. Dziesięć godzin przerwy między jednym a drugim malowaniem było u mnie wystarczające.

*Czy ktoś może mi powiedzieć, czy tak się zawsze dzieje? Czy może źle lakier wybrałam? Użyłam lakieru akrylowego do drewna Vidaron [bezbarwny, jedwabisty połysk].

Do malowania użyłam emalii akrylowej mat do drewna, metalu i lamperii Lux Dekor. Jest niedroga, nie śmierdzi, nie gęstnieje szybko i ładniej kryje [a przynajmniej tak mi się wydaje – będę wiedzieć na pewno jak spróbuję innych :P]

Na koniec łączymy elementy konsolki w jedną uroczą całość. Metoda łączenia – do wyboru wedle uznania. Ja wybrałam gwoździe – potrzebowałam akurat komuś lub czemuś przyłożyć, a wbijanie gwoździ w twarde drewno nóżek było wysoce oczyszczające. Teraz prawdopodobnie wybrałabym połączenie nóżek z blatem przy pomocy wkrętów i narożnych łączników od spodu. Wykorzystam to przy kolejnej :P

diy_konsolka03

diy_konsolka02

diy_konsolka01

Konsolka stoi przy aneksie kuchennym – powstała właśnie na użytek tego kąta oraz kwiatka, który na niej stoi. Stała się również miejscem, na książki kucharskie i segregator z przepisami. Ponieważ miała stanąć na tle szarej ściany wybrałam białą farbę.

diy_konsolka04

Galette z jabłkami

Nie piekę dużo i zazwyczaj bez przepisu, ale tym razem, na potrzeby bloga postanowiłam się skupić i przynajmniej w ogólnych zarysach zapamiętać co dodaję. Wyszło podobno całkiem smaczne, choć ciasto było bardziej piaskowe niż tradycyjne ciasto na galette. Możliwe, że to wina mojego braku cierpliwości, a co za tym idzie – niedostatecznie rozprowadzonego masła.

Jeśli się wam spodoba zapraszam do wypróbowania i modyfikowania wedle własnej potrzeby. Dajcie znać, co zmienialiście i co z tego wynikło :)

Przepis na galette z jabłkami

Ciasto:

  • 200g mąki razowej [u mnie pół na pół żytniej i pszennej]
  • 125g zimnego masła
  • 50g cukru
  • garść orzechów włoskich drobno posiekanych
  • ok. 4 łyżek jogurtu naturalnego
  • sok z połowy cytryny
  • białko jajka

Jabłka:

  • 3 jabłka
  • masło do smażenia
  • cukier z wanilią
  • cynamon
  • brązowy cukier
  • skórka cytrynowa

galette z jablkami01

Zaczynamy od wyrobienia ciasta. Mąkę, cukier, masło siekamy razem. Dodajemy resztę składników [poza białkiem] i zagniatamy ciasto – im szybciej tym lepiej, a następnie wkładamy je do woreczka foliowego i wsadzamy do lodówki na pół godziny. Po upływie tego czasu rozwałkowujemy ciasto na okrągły placek i wstawiamy do lodówki na kolejne 15 minut.

Na patelni rozgrzewamy masło. Jabłka kroimy na pół, usuwamy gniazda nasienne i kroimy na półplasterki. Wrzucamy na patelnię. Dodajemy cukier z wanilią, cynamon, trochę cukru – jeśli jabłka są kwaśne.

galette z jablkami02

Po wyjęciu ciasta z lodówki smarujemy je rozmąconym białkiem jajka, a następnie układamy na nim jabłka zostawiając margines około 1,5cm. Brzegi ciasta zakładamy do środka, ich wierzch smarujemy białkiem i posypujemy brązowym cukrem. Ja miałam jedynie muscovado, który jest mało atrakcyjny wizualnie :)

galette z jablkami03

galette z jablkami04

Wierzch jabłek posypałam skórką cytrynową.

Pieczemy 40 minut w 180*C i voila. Mamy galette. Zaraz po upieczeniu, ciepła, ma tendencje do rozpadania się :P ale oczywiście nie mogłam się powstrzymać, bo czy jest coś lepszego niż ciepłe ciasto z jabłkami i lodami śmietankowymi? :)

galette z jablkami05


Instagram11Facebook11

Jesienna włóczęga

Korzystając z wolnego popołudnia i pięknej, słonecznej pogody wybrałam się na spacer. Czasem lepiej spaceruje się samemu, ale dziś miałam ochotę na towarzystwo, więc zaprosiłam na wspólną włóczęgę Mamunię. Razem podziwiałyśmy uroki jesieni, a dla was zrobiłam parę zdjęć :) Spójrzcie jak ślicznie…

jesienna wloczega4

jesienna wloczega5

jesienna wloczega6

jesienna wloczega2

jesienna wloczega3

jesienna włóczęga01

D.I.Y.: napis do pokoju dziecka

Przedstawiam wam mój pierwszy projekt decoupage: litery dla małej dziewczynki – Jagody, które ozdobiły ścianę jej pokoju.

Potrzebne:

  • litery – u mnie drewniane, kupione na allegro – wycięte ze sklejki w czcionce do wyboru
  • papiery do scrapbookingu
  • klej do decoupage [u mnie Stamperia, Colla speciale per decoupage], lakier [u mnie Pentart, Matte varnish]
  • stemple i tusze do scrapbookingu
  • nożyczki/nożyk do wycięcia obrysów liter, pędzel do lakieru i kleju

Wykonanie:

Jeżeli litery tego wymagają zaczynamy od oczyszczenia ich – przetarcia papierem ściernym, oczyszczenia z pyłu. Moje były już oczyszczone [usługa wliczona w cenę aukcji na życzenie]. Następnie odrysowujemy kształt liter na papierze i wycinamy je. Przyklejamy papier do liter. Smarujemy klejem literę, przyklejamy papier, a następnie pokrywamy papier warstwą kleju i pozostawiamy do wyschnięcia.

Po wyschnięciu ozdabiamy litery przy pomocy stempli i tuszu. Stemplujemy powierzchnię liter wg uznania. Cieniujemy brzegi liter przecierając je delikatnie poduszką z tuszem.

napis_diy07

napis_diy04

napis_diy05

napis_diy06

Kiedy tusz przeschnie pokrywamy litery warstwą lakieru.

Ja w tym miejscu skończyłam, ale można dla lepszego efektu położyć kilka warstw lakieru, każdą – przed położeniem kolejnej – delikatnie przecierając poprzednią drobnym papierem ściernym.

Sposobów zawieszenia/zamocowania liter na ścianie jest kilka. Możemy je przymocować do listewki – pomalowanej, lub również ozdobionej papierami, przymocować haczyki jak do ramek. Można przymocować do każdej z liter z osobna tasiemki, za które powiesimy je na gwózdkach, lub – jak w moim przypadku – użyć kleju na gorąco i przykleić litery do ściany.

napis_diy01

napis_diy02

napis_diy03


Litery do pokoju Jagódki to mój pierwszy projekt decoupage. Chętnie powitam wszelkie rady, lub uwagi. Jeśli zrobiłam coś źle, lub można było zrobić coś inaczej/lepiej chętnie poczytam o tym w komentarzach :)

Noc Muzeów w Tyskim Browarium

NocMuzeow

17 maja odbyła się coroczna Noc Muzeów. Noc, w którą można zwiedzić miejsca zwykle nie dostępne dla turystów [np. Fabryka Wedla], ale też muzea na co dzień działające, które często na tą noc przygotowują specjalne atrakcje.

W tym roku zdecydowałam się na odwiedzenie Tyskiego Browarium. Najwyższa już była na to pora, bo mieszkam w Tychach od ćwierćwiecza, a jeszcze Browarium nie odwiedziłam.

Poniżej fotorelacja z wycieczki

Czytaj dalej