Bez słów: ozdoby świąteczne

swiateczne_dekoracje01

swiateczne_dekoracje02

swiateczne_dekoracje03

Reklamy

Leniwy poniedziałek

zdjecie tyt leniwy pon

Kolejny poniedziałek. Dla większości dzień, w którym jesteśmy trochę nadwrażliwi, nieco bardziej nerwowi i zniechęceni do codziennych obowiązków. Dzień, w którym nie szukamy wyzwań intelektualnych i ambitnej lektury, a jedynie lekkiej rozrywki, małych przyjemności i kogoś/czegoś kto odciąży przynajmniej trochę. Jeśli czujecie, że przeszukiwanie internetów was dzisiaj przerasta, w tym wpisie znajdziecie parę ciekawostek i interesujących miejsc do przejrzenia przy porannej kawie.

Czytaj dalej

Dekoracje świąteczne D.I.Y.

dekoracje

Choinka w moim domu rodzinnym była zawsze kolorowa. Część ozdób była tak wiekowa, że nie pamiętałam, kiedy były kupione. Co jakiś czas kupowaliśmy, lub robiliśmy, parę nowych ozdób – na przykład po tym, jak siostra w ostatniej chwili postanowiła sobie wyprasować bluzeczkę na kolację podłączając żelazko pod ten sam przedłużacz, pod który podpięte były choinkowe lampki [oczywiście samo podpięcie nic złego nie zrobiło, ale już szarpnięcie żelazkiem….]. Co święta wyobrażałam sobie jak będzie wyglądała moja własna choinka. Miała być jedno, bądź dwu kolorowa – to był priorytet. Nie muszę mówić, że już po roku posiadania takiej choinki zamarzyły mi się kolory?

Najcudowniejsza choinka to taka, na której są kolory, różne rodzaje ozdób i przejawy naszej weny twórczej – optymalnie powstałe w wyniku rodzinnych robótek ręcznych, któregoś grudniowego wieczoru, zapijane gorącym kakao z piankami.

W poście znajdziecie parę pomysłów na choinkowe ozdoby, które sama w tym roku wprowadziłam w życie.

Czytaj dalej

D.I.Y. – malowane kubki

Czy może rysowane?

W jednym ze sklepów z artykułami do wszelkich robótek ręcznych znalazłam flamaster do ceramiki. Jako że od jakiegoś czasu nosiłam się z kupnem pisaka sharpie właśnie w celu pobawienia się w zdobienie naczyń kupiłam flamaster. Teraz przedstawiam wam pierwsze efekty jego posiadania.

sharpie_mug01

sharpie_mug02

sharpie_mug03

sharpie_mug04

Flamaster którego użyłam to PorcelanArt pen firmy nerchau.

Minusy życia po trzydziestce

Natknęłam się ostatnio na artykuł 8 rzeczy, których organizm kobiety nie wybacza po 30-tce i zaczęłam się zastanawiać ile w nim prawdy i czy naprawdę moje życie zmieniło się po trzydziestce. Często śmieję się z młodszych znajomych, że po trzydziestych urodzinach dopiero poznają co to starość; zacznie ich łupać w kręgosłupie, stawy zesztywnieją, mięśnie zaczną odmawiać posłuszeństwa – jednym słowem – rozkład pełną gębą. Żartuję, ale faktem jest, że w żartach tych jest ziarenko prawdy i pewne rzeczy nie przychodzą mi już tak łatwo jak kiedyś.

CO SIĘ ZMIENIŁO PO TRZYDZIESTCE???

Zarywanie nocy

Nocna, dwunastogodzinna zmiana w pracy, szybkie śniadanie, potem zakupy i kawa z koleżanką, godzinna drzemka i kolejna nocka w pracy? Nie ma sprawy. Zdarzało mi się to nie raz. Zdarzało mi się spać po godzinę, dwie na dobę przez tydzień, po trzy-cztery godziny na dobę przez miesiąc… Teraz to już nie przejdzie. Dwa, trzy dni niedosypiania powodują, że muszę odsypiać godzinami – dziesięć godzin snu to minimum w takiej sytuacji.

Nie lepiej ma się sprawa z porannym wstawaniem, którego nigdy nie byłam zwolenniczką i wyznawcą. Mniej niż sześć godzin snu i poranna pobudka powodują, że po paru godzinach zaczynam się rozglądać za jakimkolwiek miejscem nadającym się na drzemkę i żadna kawa nie jest w stanie tego zmienić.

A skoro już przy kawie jesteśmy….

Dieta

Tu mój organizm też potrafi dać mi popalić. Jeśli zaniedbam picia wody, suplementacji magnezu czy zbilansowanej, regularnej diety przez okres dłuższy niż kilka dni układ pokarmowy zaczyna szaleć, skóra wysychać, a głowę rozsadza ból.

Woda, warzywa, ciepłe obiady, ograniczenie kofeiny – to was moi mili czeka po przekroczeniu magicznej granicy lat trzydziestu.

Zdrowie

Choroby wieku starczego nas trzydziestolatków na szczęście jeszcze nie dotyczą, ale niestety nasze ciała zaczynają się domagać uwagi. Mięśnie domagają się regularnego ruchu. Ciągle próbuję je przekonać, że postępują w ten sposób absolutnie nie racjonalnie, ale niestety przegrywam. Nie doszliśmy jeszcze do sytuacji, w której będę musiała udać się do sklepu po rolki, czy wykupić karnet na jogę dla dojrzałych, ale bez codziennego rozciągania i  profesjonalnego masażu leczniczego od czasu do czasu mięśnie pleców i karku, na co dzień prowadzące kanapowo-krzesełkowy tryb życia, buntują się w sposób trudny do zignorowania.

Co gorsza – zaczyna mi się chcieć. I to nie kolejnego hamburgera, czy babeczki z lokalnej cukierni, ale długiego spaceru, albo joggingu z rana. Nie wiem, jak długo uda mi się opierać tym pokusom.

Uroda

Pamiętacie te czasy, kiedy za całą pielęgnację twarzy i ciała starczały mydło i czysta woda? A może nadal tak macie, bo jesteście szczęśliwym nasto, lub dwudziestoparolatkiem? Zapomnijcie o tym po trzydziestce. Krem na dzień, krem na noc, krem pod oczy… Silnie nawilżający balsam do ciała, mikrodermabrazja, peeling, maseczki… Oswajajcie się powoli z tymi terminami – przydadzą się. Zwłaszcza, gdy mimo ostrzeżeń zarwiecie noc, albo co gorsza – napijecie się alkoholu.

Używki

Z alkoholem kobiety mają przekichane już na starcie. Nawet te młode i zdrowe wolniej i gorzej go metabolizują. Na szczęście z odrobiną pomocy [patrz punkt wyżej] lampka wina, czy parę piw nie zaszkodzi zbytnio naszej urodzie ani zdrowiu. Oczywiście mówimy  paru piwach raz na jakiś czas, a nie dziennie :) Gorzej rzecz się ma z innymi używkami. Kawa i herbata, fast food’y, papierosy, słone przekąski – wszystko to będzie widoczne na naszej twarzy i żadna ilość kremów, czy pieniędzy zostawionych w salonach kosmetycznych tego nie zmieni, jeśli będziemy sobie pozwalać na takie grzeszki zbyt często.

 

Po trzydziestce się wiele zmienia. Nie jest lepiej, nie jest też gorzej. Jest inaczej. Od nas zależy, czy przyjmiemy te zmiany i wykorzystamy niesione z nimi możliwości. Konieczność ruchu przekształcimy w nową pasję, konieczność zadbania o swoją skórę – w co tygodniowe domowe spa, naszą chwilę dla siebie. Wszystko jest relatywne. Nie możesz wypić pięciu piw? Przynajmniej na drugi dzień zamiast leżeć z kacem [podobno są nieprzyjemne :P] pójdziesz na spacer, albo spotkasz się z kimś bliskim.

Zatytułowałam ten wpis „Minusy życia po trzydziestce”, ale przecież wszyscy wiemy, że minusy bywają ujemne, ale bywają też dodatnie :P.

Nadziewana cukinia

Nadziewana cukinia to nie jest szybki obiad, ale nie jest też trudny, ani specjalnie absorbujący w przygotowaniu. Nadzienie można modyfikować dowolnie – można dodać mielone mięso, można je zrobić całkowicie wegetariańskie. Proponuję nie rezygnować z kaszy jaglanej – bo jest pyszna i naprawdę pasuje do tego dania [i wszelkich innych farszów].

Składniki:

  • cukinia
  • 10dag boczku
  • mała cebulka
  • pół szklanki kaszy jaglanej [nie ugotowanej]
  • marchewka
  • dwa pomidory
  • zielona cebulka
  • parmezan
  • przyprawy

Kaszę gotujemy wg opisu na opakowaniu – pół szklanki kaszy płukamy na sitku zimną wodą, przelewamy wrzątkiem i wrzucamy na szklankę osolonej wrzącej wody. Gotujemy na wolnym ogniu około 20 minut, aż kasza wchłonie całą wodę.

Cukinię wydrążamy. Można usunąć prawie cały miąższ, ja lubię, jak jest go trochę więcej. Smarujemy cukinię od wewnątrz oliwą, solimy i wstawiamy do piekarnika. Podpiekamy ok 10 minut.

Na patelni podsmażamy pokrojony boczek, skrojoną drobno cebulkę, startą na grubych oczkach marchew, posiekane wnętrze cukinii. Dodajemy pokrojone obrane pomidory. Smażymy dalej. Dodajemy kaszę, przyprawy, posiekaną zieloną cebulkę, trochę startego parmezanu.

Nakładamy farsz do cukinii, posypujemy startym serem i wstawiamy do piekarnika. Pieczemy 20 minut.

nadziewana cukinia02

Przyprawy oczywiście pozostawiam wam – każdy lubi inne. Oprócz soli i pieprzu ja użyłam płatków chilli oraz dwóch mieszanek przypraw: pomidory z bazylią i czosnkiem oraz paryską nutę smaku [m.in. czosnek, cebula, papryka słodka, bazylia, kolendra].

nadziewana cukinia03