Wakacje 2015 – Jastrzębia Góra

Od dawna nie byłam na prawdziwych wakacjach, a ostatni rok dał mi się porządnie we znaki, dlatego z wielką radością przyjęłam fakt, że w to lato nie tylko uda mi się wziąć długi urlop, ale jeszcze spędzić go prawdziwie wakacyjnie.

Część pierwsza urlopu to pobyt w Jastrzębiej Górze, miejscowości, w której byłam jakiś czas temu na wczasach odchudzających. Od tego czasu niewiele się tu zmieniło. Jastrzębia Góra nadal bardziej przypomina wiejski jarmark, niż spokojne, nadmorskie uzdrowisko. Stragany, budy, chińszczyzna atakują z każdego metra głównej ulicy miasta. Ludzi jest na niej tak dużo, że o spokojnym spacerze można zapomnieć. Na plaży, do której można się dostać jedynie jednym ze stromych wyznaczonych zejść również panują głównie ścisk i hałas. Na szczęście jest gdzie uciekać z Jastrzębiej Góry i w samej Jastrzębiej od gwaru i tłoku, dlatego udało nam się spędzić całkiem udany tydzień. Zwłaszcza, że pogoda dopisała i słońce rozpieszczało nas przez cały pobyt.

Dziś mam dla was parę zdjęć z ostatniego tygodnia….

Jedna z wytyczonych przez miasto ścieżek do nordic walkingu

Jedna z wytyczonych przez miasto ścieżek do nordic walkingu

image

Promenada Światowida

Promenada Światowida

Kiosk przy promenadzie. Polecam gapom jak ja, które wybierają się na wakacje z aparatami bez karty pamięci

Kiosk przy promenadzie. Polecam gapom jak ja, które wybierają się na wakacje z aparatami bez karty pamięci

Zachód słońca

Biedne żelusie masowa wyrzucane na brzeg

Biedne żelusie masowo wyrzucane na brzeg

Reklamy

Dlaczego nie mam tęczowego zdjęcia

Parę dni temu moją ścianę na fb zalała fala zdjęć profilowych pomalowanych w tęczę. Duża grupa moich znajomych wyraziła w ten sposób swoje poparcie dla nowego prawa w Stanach Zjednoczonych, które zezwala na zawieranie małżeństw przez osoby tej samej płci, i jednocześnie zakazuje ograniczania tego prawa przez poszczególne stany.

Prawo samo w sobie jest dobre. Gdy dwie osoby żyją ze sobą w związku powinny mieć prawo do wspólnego majątku, dziedziczenia po sobie, decydowania o partnerze w kwestiach medycznych, czy chociażby siedzenia przy łóżku partnera w szpitalu, gdy ten jest ciężko chory – przywilej zarezerwowany często dla rodziny, za którą partner homoseksualny nie jest uważany przez służby medyczne. Więcej państw powinno pójść w ślady Stanów i zgodzić się, jeśli nawet nie na małżeństwa, to na przyznanie parom homoseksualnym prawnych przywilejów par żyjących w związkach małżeńskich heteroseksualnych. Takie jest moje zdanie, ale zdjęcia profilowego nie pomalowałam i nie pomaluję w tęczę. Dlaczego?

Nie pomaluję swojego zdjęcia w tęczę, bo nie mój kraj ustanowił to prawo i nie ma ono na mnie żadnego wpływu. Choć zapatrzeni w Amerykę, nasi rządzący nie spróbują przeforsować podobnego prawa w moim obłudnie katolickim kraju. Nie pomaluję zdjęcia, bo nie jestem homoseksualna i tak naprawdę nie interesuje mnie, jakie ta grupa ma prawa. Nie pomaluję, ponieważ robienie szumu wokół praw mniejszości – jakiejkolwiek, uważam za złe. Owszem – człowiek to człowiek i jako taki niezależnie od przekonań religijnych, koloru skóry i orientacji seksualnej powinien mieć takie same prawa. Problem tkwi jednak w tym, że w całym pędzie do równouprawnienia ludzie stracili z oczu to, czym równouprawnienie jest.

Równouprawnienie to nie jest przyznawanie praw mniejszościom. To takie samo prawo dla wszystkich. A w dzisiejszym świecie najbardziej dyskryminowana zaczyna być większość. Wolno nam mówić o kimś, że jest biały, ale nie o tym, że czarny – bo to rasizm. Wolno wieszać psy na katolikach, ale nie na uważających siebie za niewierzących – bo to zacofanie. Wolno nam śmiać się z matek zapatrzonych w swoje dzieci, ale broń borze iglasty śmiać się z kobiety, która dzieci nie chce, bo woli inaczej się w życiu realizować. W pędzie do wolności i praw dla każdego, pogoni za nieszablonowością i awangardą dotarliśmy do rzeczywistości, w której bycie w większości jest złe. W której większość właśnie traci swoje prawo do swobodnej wypowiedzi, wolności poglądów i bycia sobą. Świat stanął na głowie i nawet tego nie zauważył.

Poza tym tęcza jest dla jednorożców, garnców złota i letnich mżawek :P

Moje przemyślenia, po lekturze wywiadu z Ryszardem Turczynem

zdjecie tyt

Polecam do przeczytania wywiad z tłumaczem Ryszardem Turczynem, który, tym, niezdającym sobie sprawy, uzmysłowi, jak ciężka jest praca tłumacza i jak dużo wiedzy i talentu trzeba, żeby dobrze przełożyć książkę. 

Dla chętnych – parę moich dygresji na temat tłumaczy i tłumaczeń. Jest krótko, bo w wywiadzie i tak znajdziecie to, co najistotniejsze.

Czytaj dalej

Żeby się nie nudziło…

Jak się baba uprze, to zawsze sobie zajęcie znajdzie, a że ja nie umiem mieć w domu zbyt długo porządku, bo mnie uwiera – zabrałam się za malowanie przedpokoju, ostatniego bastionu pięknej, brzoskwiniowej farby, którą hojnie szafowali poprzedni lokatorzy mieszkania. Jak skończę z przedpokojem zostanie mi już tylko uporać się z wzbogaconym złotym brokatem turkusem w łazience i będę mieć mieszkanie, które nie grozi wywózką w kaftanie na plecach wiązanym.

kaboompics.com_ Brush painting the white wall

Żeby mi nie poszło zbyt szybko i łatwo wymyśliłam sobie dwa kolory (bez strachu – biały i szary, więc da się patrzeć) i pasy. Dzięki temu pomysłowi maluję już trzeci dzień (trochę pomogło też lenistwo i nie zastosowanie gruntu na brzoskwinkę) wieczór w wieczór zmywam z siebie warstwę drobnych kropek farby, a końca nie widać. Szczerze obawiam się, że partie ściany, któremają być białe będą wymagały malowania poczwórnego i nie wiem, czy starczy mi na to nerwów. Oraz czy nie strzeli mi w którymś momencie kręgosłup szyjny od patrzenia w górę. Niby mam wałek na długiej rączce, ale na takiej przestrzeni manewrowanie nim mogłoby sie okazać o wiele bardziej szkodliwe dla zdrowia niż patrzenie w górę.

Trzymajcie proszę kciuki, żebym dotrwała do końca.

P.s. Zanim łazienka to jeszcze mi się zachciewa kładzenia kafelków w aneksie kuchennym. Własnymi ręcami :)