Dlaczego nie mam tęczowego zdjęcia

Parę dni temu moją ścianę na fb zalała fala zdjęć profilowych pomalowanych w tęczę. Duża grupa moich znajomych wyraziła w ten sposób swoje poparcie dla nowego prawa w Stanach Zjednoczonych, które zezwala na zawieranie małżeństw przez osoby tej samej płci, i jednocześnie zakazuje ograniczania tego prawa przez poszczególne stany.

Prawo samo w sobie jest dobre. Gdy dwie osoby żyją ze sobą w związku powinny mieć prawo do wspólnego majątku, dziedziczenia po sobie, decydowania o partnerze w kwestiach medycznych, czy chociażby siedzenia przy łóżku partnera w szpitalu, gdy ten jest ciężko chory – przywilej zarezerwowany często dla rodziny, za którą partner homoseksualny nie jest uważany przez służby medyczne. Więcej państw powinno pójść w ślady Stanów i zgodzić się, jeśli nawet nie na małżeństwa, to na przyznanie parom homoseksualnym prawnych przywilejów par żyjących w związkach małżeńskich heteroseksualnych. Takie jest moje zdanie, ale zdjęcia profilowego nie pomalowałam i nie pomaluję w tęczę. Dlaczego?

Nie pomaluję swojego zdjęcia w tęczę, bo nie mój kraj ustanowił to prawo i nie ma ono na mnie żadnego wpływu. Choć zapatrzeni w Amerykę, nasi rządzący nie spróbują przeforsować podobnego prawa w moim obłudnie katolickim kraju. Nie pomaluję zdjęcia, bo nie jestem homoseksualna i tak naprawdę nie interesuje mnie, jakie ta grupa ma prawa. Nie pomaluję, ponieważ robienie szumu wokół praw mniejszości – jakiejkolwiek, uważam za złe. Owszem – człowiek to człowiek i jako taki niezależnie od przekonań religijnych, koloru skóry i orientacji seksualnej powinien mieć takie same prawa. Problem tkwi jednak w tym, że w całym pędzie do równouprawnienia ludzie stracili z oczu to, czym równouprawnienie jest.

Równouprawnienie to nie jest przyznawanie praw mniejszościom. To takie samo prawo dla wszystkich. A w dzisiejszym świecie najbardziej dyskryminowana zaczyna być większość. Wolno nam mówić o kimś, że jest biały, ale nie o tym, że czarny – bo to rasizm. Wolno wieszać psy na katolikach, ale nie na uważających siebie za niewierzących – bo to zacofanie. Wolno nam śmiać się z matek zapatrzonych w swoje dzieci, ale broń borze iglasty śmiać się z kobiety, która dzieci nie chce, bo woli inaczej się w życiu realizować. W pędzie do wolności i praw dla każdego, pogoni za nieszablonowością i awangardą dotarliśmy do rzeczywistości, w której bycie w większości jest złe. W której większość właśnie traci swoje prawo do swobodnej wypowiedzi, wolności poglądów i bycia sobą. Świat stanął na głowie i nawet tego nie zauważył.

Poza tym tęcza jest dla jednorożców, garnców złota i letnich mżawek :P

Reklamy

Moje przemyślenia, po lekturze wywiadu z Ryszardem Turczynem

zdjecie tyt

Polecam do przeczytania wywiad z tłumaczem Ryszardem Turczynem, który, tym, niezdającym sobie sprawy, uzmysłowi, jak ciężka jest praca tłumacza i jak dużo wiedzy i talentu trzeba, żeby dobrze przełożyć książkę. 

Dla chętnych – parę moich dygresji na temat tłumaczy i tłumaczeń. Jest krótko, bo w wywiadzie i tak znajdziecie to, co najistotniejsze.

Czytaj dalej

Minusy życia po trzydziestce

Natknęłam się ostatnio na artykuł 8 rzeczy, których organizm kobiety nie wybacza po 30-tce i zaczęłam się zastanawiać ile w nim prawdy i czy naprawdę moje życie zmieniło się po trzydziestce. Często śmieję się z młodszych znajomych, że po trzydziestych urodzinach dopiero poznają co to starość; zacznie ich łupać w kręgosłupie, stawy zesztywnieją, mięśnie zaczną odmawiać posłuszeństwa – jednym słowem – rozkład pełną gębą. Żartuję, ale faktem jest, że w żartach tych jest ziarenko prawdy i pewne rzeczy nie przychodzą mi już tak łatwo jak kiedyś.

CO SIĘ ZMIENIŁO PO TRZYDZIESTCE???

Zarywanie nocy

Nocna, dwunastogodzinna zmiana w pracy, szybkie śniadanie, potem zakupy i kawa z koleżanką, godzinna drzemka i kolejna nocka w pracy? Nie ma sprawy. Zdarzało mi się to nie raz. Zdarzało mi się spać po godzinę, dwie na dobę przez tydzień, po trzy-cztery godziny na dobę przez miesiąc… Teraz to już nie przejdzie. Dwa, trzy dni niedosypiania powodują, że muszę odsypiać godzinami – dziesięć godzin snu to minimum w takiej sytuacji.

Nie lepiej ma się sprawa z porannym wstawaniem, którego nigdy nie byłam zwolenniczką i wyznawcą. Mniej niż sześć godzin snu i poranna pobudka powodują, że po paru godzinach zaczynam się rozglądać za jakimkolwiek miejscem nadającym się na drzemkę i żadna kawa nie jest w stanie tego zmienić.

A skoro już przy kawie jesteśmy….

Dieta

Tu mój organizm też potrafi dać mi popalić. Jeśli zaniedbam picia wody, suplementacji magnezu czy zbilansowanej, regularnej diety przez okres dłuższy niż kilka dni układ pokarmowy zaczyna szaleć, skóra wysychać, a głowę rozsadza ból.

Woda, warzywa, ciepłe obiady, ograniczenie kofeiny – to was moi mili czeka po przekroczeniu magicznej granicy lat trzydziestu.

Zdrowie

Choroby wieku starczego nas trzydziestolatków na szczęście jeszcze nie dotyczą, ale niestety nasze ciała zaczynają się domagać uwagi. Mięśnie domagają się regularnego ruchu. Ciągle próbuję je przekonać, że postępują w ten sposób absolutnie nie racjonalnie, ale niestety przegrywam. Nie doszliśmy jeszcze do sytuacji, w której będę musiała udać się do sklepu po rolki, czy wykupić karnet na jogę dla dojrzałych, ale bez codziennego rozciągania i  profesjonalnego masażu leczniczego od czasu do czasu mięśnie pleców i karku, na co dzień prowadzące kanapowo-krzesełkowy tryb życia, buntują się w sposób trudny do zignorowania.

Co gorsza – zaczyna mi się chcieć. I to nie kolejnego hamburgera, czy babeczki z lokalnej cukierni, ale długiego spaceru, albo joggingu z rana. Nie wiem, jak długo uda mi się opierać tym pokusom.

Uroda

Pamiętacie te czasy, kiedy za całą pielęgnację twarzy i ciała starczały mydło i czysta woda? A może nadal tak macie, bo jesteście szczęśliwym nasto, lub dwudziestoparolatkiem? Zapomnijcie o tym po trzydziestce. Krem na dzień, krem na noc, krem pod oczy… Silnie nawilżający balsam do ciała, mikrodermabrazja, peeling, maseczki… Oswajajcie się powoli z tymi terminami – przydadzą się. Zwłaszcza, gdy mimo ostrzeżeń zarwiecie noc, albo co gorsza – napijecie się alkoholu.

Używki

Z alkoholem kobiety mają przekichane już na starcie. Nawet te młode i zdrowe wolniej i gorzej go metabolizują. Na szczęście z odrobiną pomocy [patrz punkt wyżej] lampka wina, czy parę piw nie zaszkodzi zbytnio naszej urodzie ani zdrowiu. Oczywiście mówimy  paru piwach raz na jakiś czas, a nie dziennie :) Gorzej rzecz się ma z innymi używkami. Kawa i herbata, fast food’y, papierosy, słone przekąski – wszystko to będzie widoczne na naszej twarzy i żadna ilość kremów, czy pieniędzy zostawionych w salonach kosmetycznych tego nie zmieni, jeśli będziemy sobie pozwalać na takie grzeszki zbyt często.

 

Po trzydziestce się wiele zmienia. Nie jest lepiej, nie jest też gorzej. Jest inaczej. Od nas zależy, czy przyjmiemy te zmiany i wykorzystamy niesione z nimi możliwości. Konieczność ruchu przekształcimy w nową pasję, konieczność zadbania o swoją skórę – w co tygodniowe domowe spa, naszą chwilę dla siebie. Wszystko jest relatywne. Nie możesz wypić pięciu piw? Przynajmniej na drugi dzień zamiast leżeć z kacem [podobno są nieprzyjemne :P] pójdziesz na spacer, albo spotkasz się z kimś bliskim.

Zatytułowałam ten wpis „Minusy życia po trzydziestce”, ale przecież wszyscy wiemy, że minusy bywają ujemne, ale bywają też dodatnie :P.

Jesienna włóczęga

Korzystając z wolnego popołudnia i pięknej, słonecznej pogody wybrałam się na spacer. Czasem lepiej spaceruje się samemu, ale dziś miałam ochotę na towarzystwo, więc zaprosiłam na wspólną włóczęgę Mamunię. Razem podziwiałyśmy uroki jesieni, a dla was zrobiłam parę zdjęć :) Spójrzcie jak ślicznie…

jesienna wloczega4

jesienna wloczega5

jesienna wloczega6

jesienna wloczega2

jesienna wloczega3

jesienna włóczęga01