Francuskie paszteciki z nadzieniem z pora

Paszteciki powstały z konieczności wymyślenia śniadania, które mogłabym zabrać do pracy, a które nie byłoby kanapkami. Wyszły pyszne – spróbujcie.

paszteciki_z_porem01

Składniki:

  • paczka ciasta francuskiego
  • pół dużego pora [białej części] lub cały mniejszy
  • cztery pieczarki
  • 10dag sera żółtego [ja użyłam cheddara]
  • 150g ricotty
  • dwie łyżki masła
  • pół łyżki oleju kokosowego
  • sok z połowy cytryny
  • sól, parę ziaren kolendry, czarnuszka
  • oliwa z oliwek

paszteciki_z_porem02

Przygotowanie:

W rondelku roztopić łyżkę masła i olej kokosowy, wrzucić ziarna kolendry. Zamieszać, wrzucić pokrojone w słupki pieczarki. Mieszając smażyć na wolnym ogniu dwie minuty. Dorzucić pora pokrojonego w półplasterki. Podsmażyć. Doprawić solą, dodać pozostałe masło. Smażyć parę minut, wlać sok z cytryny. Przemieszać, podsmażyć jeszcze minutę. Odstawić do ostygnięcia.

Ser żółty zetrzeć na tarce i wymieszać z ricottą. Połączyć z warzywami.

Ciasto francuskie pokroić w kwadraty. Na środek każdego wyłożyć farsz, a następnie zwinąć ciasto formując rulon. Paszteciki posmarować oliwą i posypać czarnuszką. Ułożyć na wysmarowanej oliwą blasze. Piec w 150* do zrumienienia.

Smacznego :)

Reklamy

Dlaczego nie mam tęczowego zdjęcia

Parę dni temu moją ścianę na fb zalała fala zdjęć profilowych pomalowanych w tęczę. Duża grupa moich znajomych wyraziła w ten sposób swoje poparcie dla nowego prawa w Stanach Zjednoczonych, które zezwala na zawieranie małżeństw przez osoby tej samej płci, i jednocześnie zakazuje ograniczania tego prawa przez poszczególne stany.

Prawo samo w sobie jest dobre. Gdy dwie osoby żyją ze sobą w związku powinny mieć prawo do wspólnego majątku, dziedziczenia po sobie, decydowania o partnerze w kwestiach medycznych, czy chociażby siedzenia przy łóżku partnera w szpitalu, gdy ten jest ciężko chory – przywilej zarezerwowany często dla rodziny, za którą partner homoseksualny nie jest uważany przez służby medyczne. Więcej państw powinno pójść w ślady Stanów i zgodzić się, jeśli nawet nie na małżeństwa, to na przyznanie parom homoseksualnym prawnych przywilejów par żyjących w związkach małżeńskich heteroseksualnych. Takie jest moje zdanie, ale zdjęcia profilowego nie pomalowałam i nie pomaluję w tęczę. Dlaczego?

Nie pomaluję swojego zdjęcia w tęczę, bo nie mój kraj ustanowił to prawo i nie ma ono na mnie żadnego wpływu. Choć zapatrzeni w Amerykę, nasi rządzący nie spróbują przeforsować podobnego prawa w moim obłudnie katolickim kraju. Nie pomaluję zdjęcia, bo nie jestem homoseksualna i tak naprawdę nie interesuje mnie, jakie ta grupa ma prawa. Nie pomaluję, ponieważ robienie szumu wokół praw mniejszości – jakiejkolwiek, uważam za złe. Owszem – człowiek to człowiek i jako taki niezależnie od przekonań religijnych, koloru skóry i orientacji seksualnej powinien mieć takie same prawa. Problem tkwi jednak w tym, że w całym pędzie do równouprawnienia ludzie stracili z oczu to, czym równouprawnienie jest.

Równouprawnienie to nie jest przyznawanie praw mniejszościom. To takie samo prawo dla wszystkich. A w dzisiejszym świecie najbardziej dyskryminowana zaczyna być większość. Wolno nam mówić o kimś, że jest biały, ale nie o tym, że czarny – bo to rasizm. Wolno wieszać psy na katolikach, ale nie na uważających siebie za niewierzących – bo to zacofanie. Wolno nam śmiać się z matek zapatrzonych w swoje dzieci, ale broń borze iglasty śmiać się z kobiety, która dzieci nie chce, bo woli inaczej się w życiu realizować. W pędzie do wolności i praw dla każdego, pogoni za nieszablonowością i awangardą dotarliśmy do rzeczywistości, w której bycie w większości jest złe. W której większość właśnie traci swoje prawo do swobodnej wypowiedzi, wolności poglądów i bycia sobą. Świat stanął na głowie i nawet tego nie zauważył.

Poza tym tęcza jest dla jednorożców, garnców złota i letnich mżawek :P

Moje przemyślenia, po lekturze wywiadu z Ryszardem Turczynem

zdjecie tyt

Polecam do przeczytania wywiad z tłumaczem Ryszardem Turczynem, który, tym, niezdającym sobie sprawy, uzmysłowi, jak ciężka jest praca tłumacza i jak dużo wiedzy i talentu trzeba, żeby dobrze przełożyć książkę. 

Dla chętnych – parę moich dygresji na temat tłumaczy i tłumaczeń. Jest krótko, bo w wywiadzie i tak znajdziecie to, co najistotniejsze.

Czytaj dalej