Moje przemyślenia, po lekturze wywiadu z Ryszardem Turczynem

zdjecie tyt

Polecam do przeczytania wywiad z tłumaczem Ryszardem Turczynem, który, tym, niezdającym sobie sprawy, uzmysłowi, jak ciężka jest praca tłumacza i jak dużo wiedzy i talentu trzeba, żeby dobrze przełożyć książkę. 

Dla chętnych – parę moich dygresji na temat tłumaczy i tłumaczeń. Jest krótko, bo w wywiadzie i tak znajdziecie to, co najistotniejsze.

„Dzisiaj każdy, kto choć trochę zna język obcy, twierdzi, że może tłumaczyć. Wydawcy chcą w to wierzyć, bo te niedoświadczone osoby zgadzają się na bardzo niskie stawki.”

…a cierpi na tym czytelnik.

alejandroescamilla-book

Nie każdy zna języki obce, a jeśli zna, to jeden, dwa na poziomie, który pozwala czytać książki w oryginale. Zdani jesteśmy, na tłumaczenia, a te często nie są dobre. Z resztą problem nie dotyczy jedynie książek, ale również filmów, czy seriali. Nie zliczę ile razy przełączałam kanał słysząc jak przetłumaczony został dany film, czy odcinek serialu. Odarty z sensu, humoru, czasami błędny merytorycznie. Podobnie rzecz ma się z książkami.

” redaktor w wydawnictwie to już rzadkość. Ostatnio w księgarni przekartkowałem książkę Camilli Läckberg i to jest poziom wypracowania szkolnego. Przez tłumaczenie. To trudno nawet nazwać literaturą. Nie wierzę, żeby oryginał był aż tak źle napisany.”

Tłumacz literatury, czy tej wysokich lotów, czy dzieł autora piszącego na akord byle coś wydać, powinien świetnie znać nie tylko język oryginału, ale także ten, na który tłumaczy, a to niestety nie jest wcale takie oczywiste dla niektórych próbujących swoich sił w tłumaczeniach. Zdarzyło mi się już czytać książki, które przetłumaczone być może były prawidłowo, ale po polsku napisane już były błędnie, bez uwzględnienia panujących w języku polskim zasad budowania zdania. Powinien mieć szerokie wykształcenie humanistyczne, pozwalające mu przeredagowywać partie tekstu – bo przecież nie wszystko da się przetłumaczyć – bez straty dla sensu. Znać kulturę kraju, z którego pochodzi książka, czy grupy zawodowej/społecznej, o której traktuje, żeby odniesienia do niej przełożyć na język zrozumiały dla czytelnika tłumaczenia.

„Mimo że nie mam 20 lat, muszę czasem wiedzieć, jak mówią dwudziestolatki.”

Ponownie przykład z filmu. Parę lat temu na ekrany wszedł „Shrek” – film dubbingowany po polsku i moim zdaniem świetnie przetłumaczony, ale również zredagowany, dostosowany do polskiego odbiorcy. Kto miał możliwość obejrzenia wersji w języku angielskim, oraz porównanie jej z wersją polską na pewno doskonale wie, o co mi chodzi.

Tytuł wpisu to „Moje przemyślenia…”, a te można uogólnić do jednego – pan Turczyn bardzo mądrze mówi. Tłumaczem literatury nie może być każdy, kto zna język orginału. Musi on posiadać pasję do literatury, wiedzę humanistyczną, rozeznanie w historii i kulturze i warsztat pisarski. Wszystko to jest istotne przy pracy nad tłumaczeniem, a niestety często we współczesnych tłumaczeniach niewidoczne.

 

Advertisements

Jedna uwaga do wpisu “Moje przemyślenia, po lekturze wywiadu z Ryszardem Turczynem

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s