Żeby się nie nudziło…

Jak się baba uprze, to zawsze sobie zajęcie znajdzie, a że ja nie umiem mieć w domu zbyt długo porządku, bo mnie uwiera – zabrałam się za malowanie przedpokoju, ostatniego bastionu pięknej, brzoskwiniowej farby, którą hojnie szafowali poprzedni lokatorzy mieszkania. Jak skończę z przedpokojem zostanie mi już tylko uporać się z wzbogaconym złotym brokatem turkusem w łazience i będę mieć mieszkanie, które nie grozi wywózką w kaftanie na plecach wiązanym.

kaboompics.com_ Brush painting the white wall

Żeby mi nie poszło zbyt szybko i łatwo wymyśliłam sobie dwa kolory (bez strachu – biały i szary, więc da się patrzeć) i pasy. Dzięki temu pomysłowi maluję już trzeci dzień (trochę pomogło też lenistwo i nie zastosowanie gruntu na brzoskwinkę) wieczór w wieczór zmywam z siebie warstwę drobnych kropek farby, a końca nie widać. Szczerze obawiam się, że partie ściany, któremają być białe będą wymagały malowania poczwórnego i nie wiem, czy starczy mi na to nerwów. Oraz czy nie strzeli mi w którymś momencie kręgosłup szyjny od patrzenia w górę. Niby mam wałek na długiej rączce, ale na takiej przestrzeni manewrowanie nim mogłoby sie okazać o wiele bardziej szkodliwe dla zdrowia niż patrzenie w górę.

Trzymajcie proszę kciuki, żebym dotrwała do końca.

P.s. Zanim łazienka to jeszcze mi się zachciewa kładzenia kafelków w aneksie kuchennym. Własnymi ręcami :)

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s